xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
Stary rok, nowe decyzje napisana przez Siobena...
"Początek Chansein. Trzydziesty rok po przybyciu Zereli.
W Hed`Enn zima rozochociła się na dobre. Grupa śmiałków, która wyruszyła na poszukiwania Przewodnika, nie powróciła jeszcze z żadnymi nowinami. Przewodniczka starała się zająć swoje myśli bieżącymi problemami miasta, lecz co rusz zastanawiała się, czy będzie mieć na sumieniu kolejne istoty, które wysłała w głuche, barbarzyńskie tereny.
To był naprawdę ponury wieczór. Wiatr zawodził na dworze, wciskając się we wszystkie szpary. Płomień świecy migotał, przyprawiając Starszego Uczonego w Ziemi o ból głowy. Litery spisane na pergaminach, porozkładanych na stole, skakały mu przed oczami. Chwycił w dłoń kielich z winem. Nawet ono dziś nie pomagało. Nic już nie mógł poradzić.
Chociaż rok był dość obfity w plony, a miasto przeżywało względny rozkwit gospodarczy, to miesięczne zbiory danin okazały się nadzwyczaj skromne. A zima wcale nie była łagodna.
Miasto potrzebowało wsparcia ze strony ludu - koszary miały swoje potrzeby, oczekiwano w nich dostaw żywności i broni; karczmy nieraz przyjmowały bezdomnych i głodnych w zamian za niewielką pomoc od miasta; medycy zapewne spodziewali się dostaw opatrunków i leków.
Zdawał sobie sprawę z tego, że Przewodniczka nie będzie ich posiadać w dostatecznej ilości, by zaspokoić potrzeby wszystkich. Wielu mieszkańców odczuje te braki.
Potarł skroń w pobliżu blizny po oku. Wstał od stołu i zwinął dokumenty w ciasny rulon, który wsunął pod płaszcz. W kilka chwil później stał już przed obliczami Rady Starszych i Przewodniczki, a jego twarz wyrażała powagę i zatroskanie.
-Ten rok był urodzajny, gdyż łaskawi bogowie w swej hojności obdarzyli nas plonami, dobrą aurą oraz siłą do pracy. Ubolewam jednak nad skromnością ostatnich danin na rzecz miasta. Obawiam się, że zasoby, jakimi dysponujemy w tym miesiącu, są bardzo ograniczone. Dotknie to z pewnością wszystkich, którzy liczą na naszą pomoc w prowadzeniu działalności na rzecz Hed'Enn.
Z zażenowaniem powiódł wzrokiem po zgromadzonych, jakby odczuwał brzemię wstydu z powodu postawy mieszkańców. Po chwili odchrząknął, zasłaniając usta pięścią, i kontynuował mowę nieco silniejszym tonem.
-Tym niemniej... możemy pokładać pewne nadzieje w podjętych niedawno inicjatywach. Jeżeli wyprawa dyplomatyczna do Gah-Kar przebiegnie pomyślnie, miasto zostanie wzmocnione poprzez nowe układy handlowe. Niebawem ruszy budowa miejskiej stajni. Zbieramy też ochotników, tropicieli i myśliwych, gotowych ruszyć na łowy po wierzchowce. Podsumowując mijający miesiąc pragnę zauważyć, że nie możemy narzekać ani na klęski, ani na złe fatum czy wojny. Miasto ma wszelkie warunki do rozwoju. Obserwuje się napływ mieszkańców i rozwój rzemiosła. Jedynym niepokojącym sygnałem jest brak poczucia odpowiedzialności za wspólną przyszłość. Niewdzięczność i ignorancja wobec bogów lub... spadek zaufania dla nas jako jego opiekunów.
Ostatnie słowa Radnego wybrzmiały w izbie głucho.
Kolejne tematy Rady Starszych zostały poruszone dopiero po chwili milczenia.
Dzień później rozgłoszono kolejną nowinę, tym razem z woli Starszej Uczonej w Mowie. Głosiciele Ludu krzyczeli na zatłoczonych uliczkach takie oto słowa:
- Naukę czas zacząć! Ogłasza się oficjalnie, że oto pierwsza Akademia Nauk w Hed’Enn rozpocznie swą pracę oficjalnym otwarciem. W imieniu całego gremium nauczycielskiego mamy zaszczyt zaprosić wszystkich mieszkańców Hed`Enn na tę szczególną uroczystość, która niewątpliwie wprowadzi naszą społeczność w nową erę.
Wyjątkowo serdeczne zaproszenia kierowane są do wszystkich potencjalnych studentów.
Cała ceremonia rozpocznie się od przywitania Was, mili goście, na placu przed gmachem nowo powstałej Akademii. Następnie pierwszy odczyt w głównej Auli będzie miała zaszczyt poprowadzić scholarcha szkoły, Starsza Uczona w Mowie, Kloelia.
Po przedstawieniu pedagogów będziemy zaś mieli przyjemność zaprosić do wzięcia udziału w szkoleniu dla wszystkich przyszłych twórców map...
***
Początek Chansein. Trzydziesty rok po przybyciu Zereli.
Serce Głuszy pokryte puchem było jak gdyby - wymarłe.
Obsypane na biało chaty i namioty zdawały się być uśpione; dzieci, których tej zimy przeżyło niewiele, rzadko wychodziły na zewnątrz, by pobawić się śniegiem i stworzyć z nich przeróżne podobizny mieszkańców wsi, tak jak robiły to do tej pory. Być może matki bały się utraty nawet tych młodych, a być może spowodowała to atmosfera, jaka panowała w osadzie.
Koniec jesieni nie przyniósł bowiem nic dobrego - spadające meteory, odwiedziny duchów, które potem przestały rozmawiać z szamanami, kilka niewyjaśnionych śmierci w okolicy, odejście lub zaginięcie części członków.
To było chyba najgroźniejsze.
Słowo Przyszłych oraz Tchnienie Przodków z niepokojem obserwowali, jak kolejne osoby, które stanowiły ważny przecież element swoich totemów i całego społeczeństwa, zabierały najpotrzebniejsze rzeczy i odchodziły same w Dzicz. Nikt nie próbował ich zatrzymać - byli w końcu Wolnymi Ludźmi, mieli prawo podjąć decyzję, gdzie chcą mieszkać. Szkoda jedynie, że niemalże nigdy nie podawali powodów swoich decyzji, jak gdyby kierowały nimi podszepty złych duchów.
O żadnym z nich nie było więcej słychać.
Wódz wsi, Cuamaer Widzący Drogę, porozmawiał z obecnymi przewodnikami totemów, by poznać ich zdanie. Syalan Pieśń Księżyca, główna szamanka, odbyła naradę z przyjaznymi jej duchami. Wyjście zdawało się być jedno - dokonać zmian. Głębokich zmian, które zostaną zauważone przez wszystkich i dadzą nadzieję tym, którzy stracili chęć życia tak, jak oferowało to Serce.
Zamierzali więc obydwoje dokonać rzeczy, która nie miała jeszcze precedensu w społeczności Wolnych Ludzi: przyjrzeć się totemom i wymienić ich przywódców, zarówno doczesnych, jak i duchowych, tam, gdzie znajdą się odpowiedni kandydaci na ich miejsce.
Czasami trzeba działać zdecydowanie...
Ten moment właśnie nadszedł.".
Czyżby kłopoty? napisana przez Siobena...
"Drugi dzień Nesan. Trzydziesty rok po przybyciu Zereli.
Jasnowłosa kobieta stała na niewielkim wzgórzu, na którym przed kilkoma latami Zerelowie wraz z jej braćmi i siostrami wznieśli kamienne budowle. Wciąż spoglądała na północ, w stronę, w którą wyruszył jej małżonek. Osamotniona Przewodniczka Ludu czuła wyraźny ciężar wywołany brakiem męskiej dłoni. Obrońcy wciąż czekali na rozkazy, a ona nie potrafiła przejąć roli, jaką sam Shaer obdarzył jej męża. Nie była przecież wojownikiem.
- Księżyca ubywa, a jego wciąż nie ma. Obiecał, że wróci przed pełnią z dobrymi nowinami. Ludzie z osady podejrzewają najgorsze, a niepokój jest ostatnią rzeczą, jakiej chcemy. Czyż nie? – Kobieta uniosła nieznacznie brew ku górze, spoglądając na swą niewolnicę.
- Tak, Pani – padły w końcu ciche słowa służki zza zaciśniętych ust.
W Hed`Enn kolejne dni mijały spokojnie. Co prawda co jakiś czas do gospodarstw położonych na skraju miasta podchodziły niewielkie watahy wilków, zagryzając krnąbrną krowę czy cielaka, lecz nie stanowiło to sensacji dla miastowych. Tak bowiem toczyło się codzienne życie. Bezpieczne za murami miasta, na granicy z nieodpowiedzialnością poza ich obrębem. Ostatnimi czasy ponoć udało się grupie hedeńskich marynarzy dotrzeć łodzią w głąb Alerii, kierując się na północ, lecz... słuch o nich zaginął. O tym mówiono już z powagą - wszakże na łodzi, pośród grupy Obrońców, znajdował się także Przewodnik Ludu, mąż o sile i odwadze zapewniających mu to miano.
Szeptano, że dopadli ich Dzicy, że pojmali ich ci, którzy przed kilkoma laty przyczynili się do zniknięcia wszystkiego, co tylko zbudowała cywilizowana dłoń u podnóży Lasu Rytualnego. Siobene wiedziała doskonale, że nie może już czekać. Tak długie zniknięcia nie wróżyły niczego dobrego, ba... zazwyczaj niosły ze sobą jedynie ślady bolesnej śmierci za sprawą nieprzewidywalnej natury i przeklętych Dzikich.
Należało podjąć decyzję i, jak to bywało w podobnych sytuacjach, ktoś musiał wymierzyć solidnego kopniaka.
...jak to bywało w takich sytuacjach, ktoś musiał wymierzyć solidnego kopniaka w jej śliczny tyłek.
- Zrób to wreszcie. Zapasy się nam kurczą i niedługo ludzie zaczną się burzyć. Wyślij zwiadowców w poszukiwaniu naszego ukochanego Przewodnika – nie, mówiący nie lubił tego światłego męża stanu – i niech w końcu ludzie zaczną zdobywać to przeklęte drewno.
Hedenka zerknęła tylko przez ramię, by spojrzeć na swego przyrodniego brata. Nie lubiła, kiedy wmawiał jej bezradność i czynił z niej niedołężną kobietę.
- No właśnie, już ci to kiedyś tłumaczyłem. Nie patrz na bzdurne przesądy i wierzenia, tylko sama musisz zacząć myśleć. Nie oni – wskazał na posążek Pary – za ciebie. I pamiętaj, nie mów ludziom, jak mają coś zrobić. Powiedz im tylko co, a zaskoczą cię pomysłowością. Powodzenia... – Ostatnie słowo, które wypłynęło z ust znikającego w głębi domostwa mężczyzny, było praktycznie niesłyszalne, choć stanowiło esencję jego natury.
Następnego dnia młoda Przewodniczka, bez wsparcia męża, wygłosiła orędzie wzywając tych, którym starcza odwagi, by ponownie stawili czoła niebezpieczeństwu Dziczy. Plan był niezwykle prosty: zainteresowani mieli jej przedstawić, a następnie wcielić w życie pomysł na pozyskanie nie tylko nowych zapasów drewna, lecz i stałego źródła surowców. Inni mieli wyruszyć na poszukiwania, by dowiedzieć się, co się stało z zaginionymi.
Musiała więc zmierzyć się z licami kolejnych mężów, których być może wysyłała na śmierć.
//Dla zainteresowanych: proszę śledzić najnowsze wydarzenia w ŻK. W najbliższym czasie rozpoczną się dwie sesje w związku z wieścią.//
***
Drugi dzień Nesan. Trzydziesty rok po przybyciu Zereli.
Volkenka o jasnym grzbiecie i czarnym brzuchu patrzyła pomiędzy konarami jesionu na gwiazdy, szukając wśród konstelacji znaków, jakie pozostawiłby jej Abital lub przodkowie. Była jesień. Liście spływały z drzew, odsłaniając pokręcone gałęzie, a klucze ptaków nawet w nocy udawały się na południe.
Cztery wróżby, które nie chciały do siebie pasować. I cztery różne wydarzenia, którym musiała stawić czoła w tym samym czasie.
Kojoty. Ich szamanka miała widzenie o spadającej gwieździe, o niebiańskim ognisku, które wygaśnie na górze, a jego polana upadną na dół, na powierzchnię ziemi. Ci wolni, nieznoszący ograniczeń bardziej nawet niż inni ludzie mieli współpracować ze sobą, by odnaleźć fragment niebios, który przez pomyłkę znalazł się wśród śmiertelnych. Nie wiedzieli, gdzie szukać ani skąd zacząć. To tego wydarzenia dotyczyła wróżba z liści; "Księżyc zjada siebie samego, ogień wyrywa się z ziemi, kojot po stepie bieży szukając swego miejsca." Tak, Aditi dobrze powtórzyła słowa, które wypowiedzieli do jej uszu przodkowie. Syalan słyszała w szeleście martwych płatków to samo.
Wrony. Nagłe ożywienie tego totemu, dotychczas skupionego bardziej na sprawach śmierci niż życia, właściwie nie miało znamion złowrogiego wydarzenia. A jednak Pieśń Księżyca odczuwała instynktowny niepokój, myśląc o tym, że ciche i skryte Wrony poczuły jedną, solidarną potrzebę podzielenia się ze sobą swoimi historiami, zabawienia się, odczucia przyjemności z tego, co doczesne. Jak gdyby wiedziały, że później może nie być na to czasu. To jej mówiły klucze ptaków, które nie przystawały na noc na odpoczynek, jak co roku, tym razem gonione niezrozumiałym zewem natury na południe, do krain słońca i dobrobytu. Czy czas już przenieść Serce? Tak miała rozumieć dawane jej znaki?
Garooki. Jeden z szamanów totemu, Matasdar, otrzymał od władcy mórz sen, w którym pradawny gad domaga się powrotu swoich dzieci do niego i chce, by udowodnili, że są go godni. Lata milczał, dopuszczając do siebie szamanów, jednak nie szukając kontaktu jako pierwszy. Co się zmieniło, że Garook zawezwał ludzi do swej jaskini? A może imię Matasdara, Szalony, słusznie określało jego naturę i doznał pomieszania zmysłów od obcowania z jaźnią potężniejszą od swojej? Gwiazdy migotały, nie dając jasnego przekazu, a jedynie jego urywki. Chmury zasnuwały jej ulubione, południowe konstelacje, z których potrafiła czytać jak z własnego serca, dziś nie pozwalając zaczerpnąć mądrości tych, którzy odeszli.
Wilki. Jej własny totem, który w okresie niepokojów odczuwanych podskórnie, a więc tych najgroźniejszych, wymagał ciągłej obecności i uczestniczenia w radosnym rytuale. W ciągu najbliższych dni miała przyjąć do społeczności pięcioro nowych członków i stworzyć dla nich osobiste znaki. Gałęzie, pokręcone bardziej, niż pamiętała to z zeszłej jesieni - a to przecież był jej jesion, jej drzewo - zapowiadały, że to wcale nie będzie proste. Szczególnie niepokoiła ją jedna z nich, skierowana na północ i nadgryziona chorobą, a jednak na końcu mająca jeszcze świeże liście.
Miała tyle informacji, a jednocześnie nie potrafiła dowiedzieć się, czego oczekują od niej przodkowie. Jak ma postąpić, by pogodzić ze sobą żądania żywych i umarłych.
Trzeba będzie wstrzymać się na razie od działań, obserwować rozwój wydarzeń w totemach. Jeszcze kilka dni mogła poczekać, nim uda się w podróż po świecie duchów, szukając swojego mentora.
Jedyne, czego była pewna, to miejsce. Odpowiedź na te zagadki kryła się w Dziczy.
Na północy, tam, skąd uciekali sprzymierzeńcy...
//W ŻK zaczęły się trzy, a wkrótce rozpocznie i czwarta sesja dla wymienionych totemów (częściowo także dla osób spoza nich). Zapraszamy do uczestnictwa już teraz lub na późniejszym etapie, gdy te wątki złączą się w jeden.//
Zmieniona dnia 2011-11-27 13:33 przez Siobena".
Prolog napisana przez Subira...
"W środkowej części obecnej monarchii Cerelain znajdują się ruiny prastarej cywilizacji, która dała początek istnienia nowożytnej historii. Przez stulecia, pokolenia Zerelów rozwijały się, toczyły krwawe podboje, zdobywały nowe terytoria i ponosiły klęski w potyczkach codziennego życia. Przez krainy Cerelain przetoczyły się tysiące istnień różnorakich ras, zamieszkiwały setki rodów z mniejszą bądź większą historią, toczyły się wojny bogów, królów i zwykłych mieszkańców….
Mijały dynastie władców, których imiona zapomniano na wieki… Rozsypywały się świątynie, które z czasem ginęły pod piaskami na tysiąclecia…
Skąd pojawiła się ta kraina? Kto stworzył fundamenty państwa, o tak zróżnicowanej pozycji społecznej i hierarchii na przełomie kolejnych wieków? Czy pozostały ślady, dzięki którym obecni historycy byliby w stanie odkryć prawdę o jego istnieniu i mieszkańcach?
Cywilizacja Zerelska, która dała początek istnienia Cerelain, powstała w czasach uważanych długo za prymitywne. Wieki Ciemne, jak do tej pory je nazywano, uważano za okres wypełniony barbarzyńskimi zachowaniami, prymitywnymi potyczkami, spłyconym i instynktownym życiem tamtejszych ludów. Czy tak jednak było naprawdę?
Co sprawiło, że w dzisiejszych czasach tak mało wiemy o tym okresie? Brak zainteresowania się tamtą epoką? Kataklizmy, które wyniszczyły doczesną wiedzę i dobytek minionych dni?
Przekrocz ostatnią granicę wiedzy o podwalinach Starego Królestwa... i zobacz jak to wszystko się zaczęło.
Zmieniona dnia 2011-11-15 20:21 przez Subira".